"...Życie i tak będzie do niczego!"
Ballady i Romanse.
Jak mnie tu dawno nie było. A chyba jednak dobrze mieć miejsce, gdzie można bezkarnie wylać to wszystko, co siedzi w głowie i sercu.
Nie wiem, czemu tu, a nie np. w pamiętniku. Teoretycznie tu każdy może to przeczytać, praktycznie - nikt tu nie zajrzy. Może chodzi o łatwość pisania na klawiaturze? Ale wtedy można by to np. zapisać gdzieś w dokumentach, a nie upubliczniać w internecie. A jednak ciągnie trochę do tego bloga...
Ostatnio mam wrażenie, że wszystko po kolei się sypie. Nie wiem, czy uda mi się skonczyć studia w terminie, a nawet jeśli, to czy uda mi się dostać Nie wiem, czy uda mi się dostać na drugi kierunek, a nawet jeśli, to dzięki nowej ustawie będzie on płatny. I znów będę się czuć jak największy pasożyt świata. Bo co z tego, że chociaż nie muszę, to pracuję. Nie jest to praca trudna, wymagająca, nie zabiera też dużo czasu (choć zabiera czas 'najlepszy', weekendowy). Prawda jest taka, że mogłabym ją olać, bo nie przymieram głodem i nie muszę płacić rachunków. Jednak to robię, bo nie chcę żerować na rodzicach w każdej kwestii. Naprawdę nie wiem czemu, ale jakoś wszyscy pogardzają tym, co robię. Najbardziej boli to, że pogardza tym osoba mi najbliższa, choć chyba powinna dopingować. Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że to praca jak każda inna, że boję się ją stracić i że jak każda inna kosztuje mnie mnóstwo stresu. Wszyscy mają to gdzieś, bo to przecież nie jest 8 godzin w biurze, więc można gardzić.
W radiu też się sypie, kończę program i muszę po prostu przyznać, że mi nie wyszło. I też nie ma nikogo, kto by mi powiedział, że było dobrze, tylko wszystko się kiedyś kończy. Że nie jestem najbeznadziejnieszym człowiekiem na świecie, któremu nic się nie udaje.
O życiu osobistym nie wspomnę, bo z 1 strony wydaje mi się, że może rzeczywiście za dużo wymagam, a z drugiej... Ciągle czuję brak wsparcia, zrozumienia czy dobrej woli. Sama nie wiem, co z tym zrobić.
No. To tyle.
2011-04-08 12:07:38
skomentuj (0)
guestbook